Fandom

Creepypasta Wiki

3:43

2158stron na
tej wiki
Dodaj nową stronę
Komentarze31 Udostępnij

3:43

Budzisz się w nocy. Okropnie boli cię głowa, a w uszach słyszysz szum własnej krwi, która krąży szybciej niż powinna. Znowu śnił ci się ten sam koszmar. Krzyk, najprawdopodobniej kobiecy, który przechodzi w rzężenie. Widzisz świat przez czerwoną mgłę, która z każdym calem gęstnieje. Wyraźne są jedynie twoje dłonie, które wykonują szybkie ruchy. Chyba coś w nich trzymasz. Zgrozą napełnia cię świadomość, że w ogóle nie panujesz nad własnym ciałem. Słyszysz śmiech, ten przeraźliwie złowieszczy śmiech, który zawsze najlepiej pamiętasz po przebudzeniu. Reszta szczegółów wydaje ci się rozmyta... Nawet nie spojrzałeś na zegarek, wiesz, że jego elektroniczne cyfry układają się w godzinę 3:43.

Wszystko zaczęło się dwa tygodnie temu, kiedy zupełnie pijany wróciłeś wieczorem do domu po spotkaniu z dawno nie widzianym przyjacielem. Usiadłeś wygodnie na kanapie, otworzyłeś kolejne piwo i włączyłeś telewizor na przypadkowej stacji. Jakiś facet krzyczał coś o potępieniu i piekle. Normalnie nie oglądasz takich programów, ale po alkoholu nie robiło ci to żadnej różnicy- byle coś obejrzeć. Przy napisach końcowych tej kiczowatej emisji zostało wyświetlone zdjęcie młodego przystojnego mężczyzny, siedzącego na tronie wśród płomieni. "I tak w ciebie nie wierzę." Mruknąłeś pod nosem, wyłączyłeś telewizor i poszedłeś spać. Wtedy po raz pierwszy obudziłeś się o 3:43 z potwornym bólem głowy i świadomością, że śniło ci się coś koszmarnego. Wziąłeś tabletkę przeciwbólową, a winę za ból i nieprzyjemny sen zrzuciłeś na alkohol.

Teraz już wiesz, że przyczyna wcale nie była tak oczywista, jak wtedy ci się wydawało. Mimo, iż nie wierzysz w duchy, zjawiska paranormalne, a nawet Boga, podświadomie wyczuwasz, że coś tutaj jest bardzo nie tak. Co najgorsze - nie potrafisz tego logicznie wyjaśnić. Z doświadczenia wiesz, że tej nocy już nie zaśniesz. Włączasz komputer, jak zwykłeś to czynić w czasie ostatnich dwóch tygodni i ponownie próbujesz tam znaleźć choćby naprowadzenie na rozwiązanie twojego problemu. Kilka dni temu na pewnym forum polecono ci, abyś udał się do psychologa, ale od razu odrzuciłeś taką możliwość. W końcu jesteś 32 letnim pracownikiem banku, odpowiedzialnym i racjonalnie myślącym mężczyzną, więc jak taka wizyta wpłynęłaby na opinię o tobie? Nie, musisz poradzić sobie sam. Sfrustrowany po kolejnych bezowocnych poszukiwaniach, wyłączasz komputer, dopijasz naprędce resztkę kawy i udajesz się do pracy. Wróciłeś do domu grubo po 22, ten fiut znów kazał ci zostać po godzinach. Masz dość wszystkiego, a na myśl o zbliżającej się nocy ogarniają cię mdłości. Postanawiasz zastosować dość niekonwencjonalną metodę na sen- zażywasz 4 bardzo mocne tabletki, mimo, że na ich opakowaniu wytłuszczonym drukiem napisano, iż nie należy zażywać więcej niż półtora na noc. Zasypiasz błyskawicznie. Budzisz się rano, czujesz się otępiony po tabletkach i wiesz, że bardzo się spóźnisz do pracy, ale jesteś szczęśliwy. W końcu to twoja pierwsza od dwóch tygodni noc, którą przespałeś całą i nic niepokojącego ci się nie śniło. Pijesz kawę jednocześnie się ubierając. Otwierasz drzwi wejściowe i stajesz jak wryty. Kawa wylewa się na dywan z upuszczonego przez ciebie kubka. "40 dni, tyle ile Jezus był kuszony na pustyni" słyszysz od mężczyzny z fotografii, którą pamiętasz z zakończenia tego kiczowatego programu. Upadasz na podłogę przy rozbrzmiewającym śmiechu, który już tak dobrze znasz. Budzisz się. Jest 3:43

Od tamtego spotkania minęło 40 dni. Przez 21 dni koszmar nawiedzał cię każdej nocy. Byłeś coraz bardziej zmęczony, niewyspany. Zwolniono cię z pracy, gdy przestałeś odpowiadać na ich telefony. Szef stwierdził, że zacząłeś ćpać i nie chce mieć z tobą nic wspólnego. Potem sen zaczął przychodzić również na jawie. "zwariowałem" powiedziałbyś, gdybyś chociaż potrafił kontrolować własny umysł. Zdarzały ci się przebłyski świadomości i samokontroli, jak wtedy, gdy znalazłeś się w lesie w pobliżu twojego domu. Widziałeś dół, prawdopodobnie wykopany twoimi rękami, ponieważ palce miałeś obdarte prawie do kości, a całe ręce pokrywała gleba. Obok ciebie leżał mężczyzna pozbawiony kończyn, które właśnie wrzucałeś do wykopanego dołu. Więcej nie pamiętasz. Teraz stoisz w domu twoich rodziców, których nie widziałeś od tak dawna. "dlaczego ojciec leży na podłodze w szkarłatnej kałuży? Czy to wino, które tak uwielbia? A matka? Dlaczego klęczy przede mną i płacze, a z jej gardła wydobywa się tak przeraźliwy krzyk? Kim jest ta młoda postać z ogromną dziurą w klatce piersiowej, która spoczywa bezwładnie na krześle? Ach tak, to mój brat..." Widzisz wszystko przez czerwoną mgłę, twoje ręce zaciskają się na szyi matki. Krzyk przechodzi w rzężenie, a wszystkiemu towarzyszy znany ci już doskonale śmiech. Choć jest on obcy, dochodzi z twojego gardła. Czujesz, jak twoje ciało kieruje się do łazienki, gdzie obmywasz ręce z krwi. W oddali słychać zbliżające się radiowozy policyjne. "Słyszysz? To po ciebie jadą" mówi głos w twojej głowie. Spoglądasz w lustro. Widzisz twarz rozciągniętą w upiornym uśmiechu. Jest to twarz mężczyzny ze zdjęcia, twarz Diabła. Czujesz, że ponownie odzyskałeś władzę nad własnym ciałem. W ostatnim akcie desperacji rozbijasz pięścią lustro i podnosisz największy kawałek szkła, który spadł do umywalki. Drzwi do mieszkania rodziców właśnie zostały wyłamane, słyszysz krzyki policji za sobą, lecz już na to nie zważasz. Ostrym kawałkiem szkła rozcinasz swoją szyję.

Budzisz się. W ręce trzymasz w połowie wypite piwo, a telewizor emituje już tylko szum. Patrzysz na zegarek, który pokazuje godzinę 3:43. Na całym twoim ciele pojawia się zimny pot, gdy słyszysz za plecami słowa: "Dalej we mnie nie wierzysz?"


Autor: Matt Niesłony https://www.facebook.com/Matthew0795

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki