FANDOM


Julian zszedł do piwnicy. Wszystko już miał przygotowane. Drżał z podniecenia. Przeczytał tyle ksiąg, zwojów i demonologów. To było jego przeznaczenie. Teraz, w tym momencie miały mu się zwrócić wszystkie te lata czytania zakurzonego pisma i obdzierania ze skóry ludzi.

Już, za kilka minut.

Czuł to.

Spojrzał. Wszystko było przygotowane. Gwoździe, słoiki, młotek i mikser... Wszystko aż lśniło. Na środku stało pięć krzeseł ginekologicznych. A na pięciu krzesłach, przywiązanych do nich, spoczywało pięć kobiet w ciąży.

Piętnastolatka, dwudziestolatka, dwudziestopięciolatka, trzydziestolatka i trzydziestopięciolatka. Każda z nich w ciąży i każdej zbliżał się czas rozwiązania. Julian był szczęśliwy. Pamiętał jak każdą z nich porywał, jak każdą gwałcił w odpowiednim czasie, jak robił wszystko by zaszły w ciąże, jak dokonywał aborcji gdy zachodziły za wcześnie, jak mordował je gdy mijał rok i były już za stare. Wiedział, że musi pilnować by były w odpowiednim wieku. Wiedział co mu grozi, jeśli się pomyli. Wiedział.

Nie wiedział ile trupów kobiet spalił. Wiedział, że zaczął dwadzieścia lat temu i poświęcił się tylko temu. Przejechał całą Europę, porywał z każdego kraju kobiety w odpowiednim wieku. Spojrzał na nie. Widział pięć przerażonych kobiet, przywiązanych i zakneblowanych. Czekał. Czekał aż każdej z nich puszczą wody płodowe. Aż zacznie się poród. Wiedział co dalej. Od miesięcy oczekiwał tego momentu. Był tak blisko. Wiedział, że gdy tylko puszczą im wody płodowe, musi jak najszybciej je zebrać z misek, które specjalnie stały pod miednicami kobiet, aby jak najwięcej tego płynu uzbierać. Czekał.

Poród zaczął się prawie jednocześnie. Julian zaczął zabierać miski z wodą, i podstawiać miski z poduszkami. Nie chciał by któreś z jego dzieci umarło. Dziecko spadałoby przez trzydzieści centymetrów. Wiedział z doświadczenia, że z takiej wysokości upadek na poduszkę na pewno sprawi, że dziecko będzie żyło. Patrzył, jak kobiety rodzą w bólach, jak próbują wrzeszczeć, jak cztery z pięciu urodziło już. Słyszał ich wrzask. Mężczyzna spojrzał na piątą kobietę. Spodziewał się problemów. Jej biodra były za wąskie, jej pochwa była bardzo ciasna. Dziwne, jak na trzydziestopięciolatkę.

Podszedł do niej. Jej oczy patrzyły na niego błagalnie. Mężczyzna westchnął. Wiedział, co musi zrobić. Dziecko musi urodzić się naturalnie. Nie mógł wykonać cesarki. Pozostało mu tylko jedno. Wziął skalpel i wbił go w jej pochwę. Pociągnął go mocno do góry. Usłyszał wrzask. Mimo knebla, kobieta wrzasnęła z bólu. Mężczyzna uśmiechnął się. Mogła wrzeszczeć ile chce. Piwnica była wygłuszona.

Dla pewności ciął jeszcze kilkanaście razy. Spoglądał zafascynowany jak dziecko przychodzi na świat z zmasakrowanej pochwy. Gdy tylko dziecko urodziło się, złapał za pępowinę i mocno pociągnął. Łożysko wypadło z matki. Spojrzał w jej oczy. Gasło w nich życie. Mężczyzna odciął pępowinę od dziecka. Tak samo zrobił z resztą. Dalej ignorował wrzask dzieci. Zebrał łożyska i podszedł do miksera. Musiał je zmiksować. Wrzucił je do blendera, zamknął je i włączył pełne obroty. Wziął gwoździe i młotek. Wrócił do dzieci. Podniósł jedno z nich. Nie patrząc nawet na płeć, podwiązał pępowinę a następnie przyłożył do ściany. Patrzył w duże, zielone oczy. Patrzył jak bobas wrzeszczy, jak wita swoim okrzykiem nowy świat. Po czym wbił gwoździa prosto w jego głowę. Dobił go. Gwóźdź przebił się przez czaszkę i mózg, i zagłębił się w ścianie. Julian odszedł od ściany. Spojrzał. Dziecko się trzymało. Musiał przybić jeszcze czwórkę dzieci. Słyszał łkanie kobiet, które go obserwowały.

Po przybiciu, spojrzał na noworodki. Ułożone były w układzie: jeden na górze, dwa na dole, jeden na lewo od pierwszego, drugi na prawo od pierwszego i dwa na samym dole między pierwszym na górze a lewym na środku oraz między pierwszym na górze a prawym na środku. Wrócił do blendera. Wyciągnął z niego przecier. Podszedł do ściany z dziećmi. Zaczął prowadzić linie. Od dziecka na górze, do dziecka na samym dole po lewej, do środkowego dziecka po prawej, potem do środkowego dziecka do lewej, następnie do dziecka na samym dole po prawej i do pierwszego dziecka. Powstał mu ładny pentagram. Zadowolony spojrzał na swoje dzieło. Już tak blisko. Spojrzał do tyłu. Kobiety patrzyły na niego przerażone. Ich oczy prawie wychodziły z orbit.

Podszedł do misek z wodami płodowymi. Zlał je do jednej a następnie podszedł do pentagramu i narysował okrąg na nim. Zadowolony spojrzał na swoje dzieło. Już niedługo. Widział jak pentagram rozjaśnia się. Jeszcze chwila i schwyta swojego anioła stróża. Jeszcze chwila. Zawołał:

— O, ANIELE STRÓŻU, PRZYBĄDŹ TU I POŻRYJ MATKI! O, ANIELE STRÓŻU, PRZYBĄDŹ DO MNIE! PRZYBĄDŹ!

Jego pułapka była gotowa. Wiedział, że musi przybyć. Patrzył zadowolony jak pentagram otwiera się, jak światło z niego się wydobywa. Widział już rękę, gdy nagle wszystko się skończyło. Spojrzał zaskoczony. Ściana była czysta. Usłyszał cichy szept:

— Dziewczyna miała trzynaście lat.

Julian spojrzał zaskoczony na kobiety. Zdziwiony i zniesmaczony podszedł do oszalałych ze strachu kobiet. W ręce miał młotek. Porozbijał im głowy. Pogwizdując zaczął sprzątać ciała. Będzie musiał zacząć wszystko od początku. Ah... Jak dobrze by było, żeby mu się w końcu udało. Ah... Jak dobrze by było, gdyby był młodszy o te sześćdziesiąt lat...


Źródło: Moje własne creepypasty

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki