FANDOM


Doszedłem do wniosku, że nie potrafię pisać horrorów. Jak ktoś chce, niech kontynuuje tą historię, ale aby się kleiła z innymi częściami.

PrologEdytuj

Żyłem spokojnie. Był to stary dom. Częściowo zaniedbany. Nie marzyłem o luksusach. On mi w zupełności wystarczał. Całe swoje życie w nim spędziłem. Sam. Po środku lasu. Nie miałem kontaktu z innymi ludźmi. Mimo to, miałem mały warsztat, dużą jadalnię, w pełni wyposażoną łazienkę, sypialnię, kuchnię i małą salę kinową. To wszystko było moje. Nikogo nie potrzebowałem. Miejsce. To miejsce, gdzie nikt mnie nigdy nie znalazł. Gdzie myślałem, że jestem sam, jednak nie było takie jak do końca myślałem...

Część 1Edytuj

Był to letni dzień, wracając ze ścinania drzew, zacząłem rozmyślać nad sensem istnienia. "Czy będę musiał robić to samo w kółko? Całe życie? A potem to od tak zostawić?" Na Boga! Co ja sobie wtedy myślałem! Przez to, jak sądzę, moje życie się zmieniło i to na gorsze. Nagle niebo spochmurniało, a błękit, który niemal przed chwilą jeszcze był pochłonęła czerń. Popędziłem do domu. Na zegarze zobaczyłem coś, co jednak najmniej mnie zmartwiło. Wychodząc nie dawno była godzina 15:43. Teraz jednak była to 22:00. Nie myślałem jednak, że to, jest już jakiś znak. Niewiele myśląc, położyłem się spać. Obudziły mnie pioruny. Wstałem z łóżka. Na szafce stała moja nocna lampka. Próbowałem ją zapalić, jednak bez skutku. Pomyślałem sobie, że coś się z prądem stało. Poszedłem obmyć twarz, gdyż nie miałem już nic innego do roboty. Próby zaśnięcia nic nie dawały. Tam jednak zaczęła się moja najgorsza w życiu przygoda. Usłyszałem krzyk. On się do mnie zbliżał. Niczym petarda. Ten krzyk, był jakiegoś monstra. Nie mogłem tego pojąć. Szybko się odwróciłem, a jakiś potwór rzucił się na mnie. Czułem, jak ginę. Jak jestem coraz bliżej śmierci. Gdy już miałem umierać, wyskoczyłem z łóżka i uderzyłem się w głowę. Tym razem, zapaliłem lampę. Okazało się być to snem, jednak tak realistycznym! Czułem ten ból. Nie mogłem tego pojąć. Jednak chwyciłem siekierę, która została w warsztacie i popędziłem do łazienki. Tym razem tam go nie było. Ulżyło mi. Jednak to nie trwało długo, gdyż usłyszałem uderzenie w drewnianą deskę. Serce mi zadrżało. Drugie uderzenie i trzask. Powoli szedłem w stronę drzwi wyjściowych. Zobaczyłem je w kiepskim stanie. Były rozszarpane, a zamek został wyrwany, a pomimo tego, nikogo nie było w domu. Drzwi były wcześniej normalne, nie naruszone (pragnę nadmienić fakt, że warsztat znajduje się obok wejścia). Pędem pobiegłem do kuchni. Wziąłem zapasy konserw i wody. Nie było to łatwe ze względu braku plecaka, czy podobnej temu rzeczy. W łazience znalazłem też w apteczce bandaże. Oczywiście je wziąłem. Kiedy usłyszałem kolejny wrzask, ruszyłem pędem do drzwi. Uciekałem co sił w nogach. Trzaskał piorun za piorunem, a ja niemal czułem oddech tego potwora na karku. Kiedy jednak dźwięki ucichły, odwróciłem się. Nikogo nie było, a ja postanowiłem wrócić do domu, bo to zaczęło się robić coraz dziwniejsze.

Część 2 Edytuj

Wędruję już godzinami. Cały czas w obawie przed śmiercią przyśpieszałem kroku, gubiąc część zapasów po drodze. Nagle moim oczom ukazała się droga. Nie wierzyłem w to, co widzę! Tak daleko od cywilizacji, a tu droga i to nie byle jaka bo autostrada! Kiedy wszedłem na nią zobaczyłem przyczepę, a obok ciężarówkę, a przynajmniej to, co z niej zostało. Nie namyślając się, wszedłem do środka. "Same kartony" powiedziałem sobie. Coś jednak przykuło moją uwagę. Torba! Szybko do niej podbiegłem, wywaliłem jakieś zbędne kable i włożyłem to, co udało mi się zachować. Moje szczęście długo nie trwało. Od razu usłyszałem ten sam ryk, który mnie tak przeląkł, kiedy byłem jeszcze w domu. Kiedy wybiegłem z przyczepy od razu biegłem w drugą stronę, niż słychać było ryk. Czułem, jak już jestem łapany za kark, gdy, na szczęście, potknąłem się. Spadałem obijając się co jakiś czas o plecy, aż uderzyłem o coś drewnianego i straciłem przytomność. Gdy się ocknąłem, miałem obolałe plecy i połamane deski wokół siebie. Obok był przewalony czerwony fotel, oraz coś jeszcze. Mrok nie pozwalał mi tego dostrzec. Znalazłem włącznik. Kiedy zaświeciło światło, prawie na nowo omdlałem! Na zniszczonym kominku przytwierdzona była przegniła, pocięta, łysa ludzka głowa. Kiedy się do niej w miarę przyzwyczaiłem spojrzałem w górę. Ujrzałem dziurę w drewnianym suficie, oraz miejsce z którego upadłem. Było jakieś 18 metrów nade mną! Nie było mowy o powrocie. Nawet gdyby, gdzieś tam grasowało to coś. Po rozejrzeniu się, miejsce, w którym się znajdowałem, okazało się być podniszczonym mieszkaniem. "Co takie coś może robić pod ziemią?" pomyślałem. To mnie najmniej martwiło, gdyż ujrzałem otwarte drzwi! Wziąłem zniszczony łom, który nie wiem w jakim celu się tutaj znajdował i wyszedłem. Na prawo zawalony tunel, jedno zmartwienie mniej. Pozostało iść w lewo. Wszędzie były drzwi, rozmieszczone równolegle. "Pewnie kolejne mieszkania. Mam nadzieję, że nie ma tam żadnych potworów, ani uciętych głów!". Nie mogłem się tego dowiedzieć, bo wszystkie drzwi były zamknięte. Wszystkie, poza tymi, z których wyszedłem. Czy to nie podejrzane? Kiedy doszedłem do końca korytarza, moim oczom ukazała się winda. Zacięła się nad moją głową. Nie było mowy o tym, abym się do niej przecisnął. Na lewo były schody do góry, zamknięte kratami. Na prawo zaś schody w dół, ale zawalone. Spojrzałem się w dół przez miejsce, gdzie zacięta winda nie dotarła. Było w cholerę głęboko! Nie widać było dna! Nie ma wyjścia, a skakanie tam, to akcja samobójcza. Kiedy powietrze przeszył krzyk i niszczenie drzwi, a te były z metalu, ze strachu nie utrzymałem równowagi i spadłem.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki