FANDOM


Od zawsze lubiłam koty. Są według mnie słodkie, nie było chwili żebym ich nie kochała. One były dla mnie jak dzieci. To co, że to nie ludzie i psy są "największymi przyjacielami człowieka"? Za to mają lepsze obyczaje… bo nie mieszczą świata wojnami, nie wymyślają bomb wodorowych. Są czyste… Nie kłamią… Skryte, a jednocześnie nie kryją antypatii i rządzą się własnymi prawami. A nam nic do ich praw, bo one nie mieszają się w nasze. Ale tajemnice mają to do siebie, że mało o nich wiemy. Tak mało wiemy o kotach. Nie wiemy, co one w głębi myślą. Bo myślą! Tylko czasem udają, że nie rozumieją nas.

Jechałam samochodem. Słońce zaczęło zachodzić. Piękna czerwona łuna na niebie świadczyła o tym, że za chwilę noc zapanuje a Księżyc zastąpi Słońce. Co za widok! Gdyby mógł tak być codziennie… Bo ostatnio chmury władały niebem niemiłosiernie. Kot przebiegł przez drogę. Czarny? Nie, miał białą łatę na boku. Nie jestem przesądna. Jadę dalej. Oczy na drzewie, pod którym przejeżdżam. Co to? Coś spadło na dach samochodu. Co to? Zatrzymuję się. Wychodzę z samochodu. Przy kole siedzi kot, czarny z białą łatą na boku.

Wylizuje się… jest cały w pyle. Popiół. Ogonek lekko przypalony. Czyżby uciekał od pożaru? Nie, tutaj, na osiedlu? Na spokojnym, małym osiedlu? Nie słychać było straży pożarnej albo karetki. A więc dlaczego kot miał kontakt z ogniem? O ile dobrze wiem, nie pchają się w ognisko. Dobra, koniec tego, zabieram go do domu.
Czytałam wtedy książkę. Kot leżał mi na kolanach, mruczał. Lubię, jak kot mruczy. To relaksuje. Książka o kotach nawet interesująca. Poza tymi fragmentami, kiedy chce się płakać. Żeby w średniowieczu palić koty tylko dlatego, że są czarne? Przecież to nie ich wina, że się urodziły z taką sierścią! Nie wyobrażałam sobie, żeby ktoś mógł wyrządzać im taką krzywdę! Do czasu, aż poszłam na spacer.

Lubiłam chodzić na spacery. Las na skraju osiedla jest piękny, dużo w nim pagórków i szlaków. Akurat miałam ochotę na pięciokilometrową przechadzkę. Zobaczyłam kwiaty. O tej porze roku nie ma kwiatów! Ale tam były. Poszłam w ich stronę, żeby nazbierać więcej. Szłam po pagórkach, aż trafiłam na polanę. Na polanie był ślad ogniska, palonego najpóźniej tydzień temu. A w środku słup, do którego przytwierdzone było zdjęcie kota. Czarnego kota, bez białej plamy. Biała plama została przysłonięta prze kobietę, która go trzymała. Zapewne właścicielkę. Nie, to się nie mogło zdarzyć, myślałam. Nie, na pewno nie! NIE MOGŁO! Ale po co się zapewniać, samemu prawić sobie złudne pocieszenia… lepiej biec.

Biegłam, a drzewa zdawały się mnie chwytać, chociaż ścieżka była.. bardzo szeroka. Chwytały mnie konarami, mówiły „Wróć, i tak nic nie poradzisz!”. Ale po co? Po co się zatrzymywać? Po co wracać do tego strasznego miejsca?! Biegnij, biegnij co sił! Weszłam do domu, zrozpaczona zaczęłam szukać kota. Nagle dostrzegam ślepia. Bałam się zapalić światło. To był błąd. Gdybym zapaliła światło, może nie dostałabym w tył głowy… Obudziłam się rano, Słońce było już od dawna na niebie. Zaczęłam płakać, zupełnie niepohamowanie. Ponieważ ten kot wcale nie uciekał od pożaru. Jego próbowano spalić w barbarzyńskim obrzędzie wierząc, że to zwierzę diabła. A że przynosi pecha? Nie wierzę w to nadal…
…chociaż to wszystko trudno nazwać zbiegiem okoliczności.

Ognie tańczą w blasku Księżyca
Ślepia jak Słońce patrzą złowrogo
Tam gdzie dobro wydarło coś złu
Za chwile umrze uczucie cierpień drogą...

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki