FANDOM


Pytałem już przyjaciół i rodzinę, ale nie wiedzieli, o co mi chodzi. Kiedy byłem dzieckiem, miałem może 5 lat, zdarzały się... dziwne rzeczy. Tuż przed zaśnięciem, ni stąd, ni zowąd czułem dezorientację. Może to paraliż senny czy coś, ale pamiętam, że mogłem się rozglądać, poruszać (kilka razy nawet usiadłem). Wszystko dookoła wyglądało... dziwacznie. Wydawało mi się, jakby pokój zaczął się rozszerzać, a telewizor i inne przedmioty się kurczyły. Czułem się taki... bardzo, bardzo mały. Czułem, jak przestrzeń się rozszerza.

A oto, co działo się później. Zawsze jakby przeczuwałem, że to się stanie, na szyi dostawałem gęsiej skórki. Rozlegały się szepty. Prawie bezgłośne. Nie mogłem rozróżnić słów. Brzmiało to, jakby kilku ludzi szeptało jednocześnie. Zawsze jednocześnie. Szepty stawały się głośniejsze i głośniejsze, a w końcu przechodziły w głosy.

Ciągle coś mówiły, bez żadnych przerw. Bardzo się bałem, krzyczałem o pomoc. Zazwyczaj mama przychodziła na górę i kiedy tylko weszła do mojego pokoju, głosy ucichały... bardzo szybko. Prawie, jakby milkły w tej samej chwili, w której weszła. Działo się to przez jakiś czas. Może nawet kilka lat.

I prawie każdej nocy. Czasami byłem tak przestraszony, że nie miałem odwagi zawołać mamę, tylko chowałem się pod kołdrę i zasłaniałem uszy małymi rączkami, tak szczelnie, jak tylko mogłem, ale to nic nie dawało. Po długim czasie głosy znikały, baaaardzo powoli.

Nienawidziłem ich. Zanim ucichły, byłem przerażony, pokryty potem od chowania się w całości pod kołdrą. Kiedyś zorientowałem się, że głosy znikają też po włączeniu światła. Nie pamiętam, jak doszedłem do takiego wniosku, to było około dwadzieścia lat temu. Przypominam sobie, że pewnego razu krzyczałem do mamy, żeby przyszła i zapaliła światło. Natychmiastowa ulga. Ale jest też noc, o której nie mogę zapomnieć. Pamiętam, że pojawiły się szepty, a ja przykryłem uszy dłońmi. Zawołałem mamę, ale ona nie przychodziła. Czekałem. Szepty robiły się głośniejsze. Brzmiały, jakby było ich tyle, co ludzi na stadionie piłkarskim.

Jak olbrzymi tłum. Wzmagały się, wkrótce krzyczały. Krzyczały tak głośno! Płakałem. Po prostu ryczałem, policzki miałem mokre od łez, smarki wypływały mi z nosa i tak dalej. Wiedziałem, że jest tylko jeden sposób. Musiałem włączyć światło sam. To znaczyło, że muszę wyjść spod przykrycia i dostać się do włącznika, narażony na to, co tam czeka. Na pewno możecie sobie wyobrazić, jak przerażające jest wyjrzenie spod kołdry, kiedy jest się dzieckiem i boi się tego, co jest na zewnątrz.

Przetoczyłem się na brzeg łóżka, powoli wysunąłem z pościeli (wciąż pochlipując) i wyczołgałem na podłogę, starając się nie robić hałasu. Żeby dosięgnąć włącznika, musiałem wstać. To było najgorsze. Głosy wrzeszczały mi wprost do ucha. Nie mógłbym usłyszeć nic innego. Dosłownie trząsłem się ze strachu, czułem się, jakby moje ciało ważyło tonę, kiedy podnosiłem się, żeby włączyć światło. W tym samym momencie głosy zmieniły się w echo. Wciąż słyszałem krzyki i wrzaski, ale jako echo.

Upadłem na podłogę, bezgłośnie płacząc. Usłyszałem, że mama weszła do pokoju. Znalazła mnie w fatalnym stanie. Myślę, że to był najgorszy przypadek. Z czasem głosy stawały się mniej nachalne, mijały całe tygodnie bez żadnego przypadku, aż w końcu całkiem zniknęły. Nie pamiętam dokładnie, kiedy. Nie znam nikogo, kto doświadczył czegoś takiego. Dajcie mi znać, jeśli wam też się to przydarzyło.


Tłumacz: Pan Cube Źródło: http://www.reddit.com/r/no...hild/

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki