FANDOM


Zaczęło się normalnie. Wszystko zaczyna się normalnie, dopóki się nie zorientujesz, że coś jest nie tak. To był typowy dzień, jak każdy. Właśnie to było najgorsze. Mówią, że człowiek, któremu się powodzi nie ma na co narzekać. Oczywiście miałem swoje mieszkanie, dziewczynę, rodzinę, do której często jeździłem, dobrą pracę, ale co z tego? Człowiek zawsze czuje ten niedosyt, wie, że jest stworzony do czegoś więcej. Wiesz, o co mi chodzi? Każdy to zna, więc Ty pewnie też. Ja znałem to aż za bardzo. Spokojnie, zaraz przejdę do sedna sprawy, ale zanim zacznę, przemyśl, czy chcesz się w to naprawdę zagłębiać.

Jednak czytasz? Cóż, jest to mi nawet na rękę. Jak wspominałem, to był po prostu wieczór. Żaden piątek trzynastego, żadne Boże Narodzenie, nic z tych rzeczy. Znudzony przyszedłem z pracy, wyłączyłem telefon, otworzyłem wino i w samotności rozkoszowałem się jego smakiem. Na tym momencie mógłbym skończyć, bo nie jestem pewien niczego, co się dalej działo. Po paru lampkach wina naszła mnie ochota na jakiś dobry film. Włączyłem komputer i zacząłem przeczesywać sieć w poszukiwaniu czegoś godnego mojej uwagi. Wtedy to właśnie natknąłem się na pewne forum. Ktoś zamieścił tam filmik z dopiskiem "Pomóż mi". Poniżej nie było żadnych komentarzy. Byłem zbyt wstawiony, by wyczuć podstęp. Włączyłem ten cholerny film.

Z zażenowaniem przyglądałem się białej kropce na czarnym tle. Towarzyszyły temu szumy. To właśnie one odgrywały tutaj główną rolę. Musiała minąć chyba godzina, zanim odzyskałem świadomość, lecz był to jedynie przebłysk. Byłem sparaliżowany, nie mogłem się ruszyć, ani nawet skierować moich myśli z dala od tego szumu. Patrzyłem jak moja świadomość rozpada się kawałek po kawałku. Ciemność otaczająca biały punkcik się jakby poruszyła. O tak, na pewno się ruszała. Przypominała stado kruków krążących wokół białego gołębia. Szum przerodził się w złowrogie krakanie tysięcy kruczych gardeł. Na moich oczach ptaki się rozproszyły i odsłoniły nienaturalnie wielki Księżyc. Zapadła cisza. Byłem na środku małej polanki. Dokładnie wiedziałem, skąd się tu wziąłem. To był sen, a raczej tak wtedy pomyślałem.

Po chwili stąpałem po leśnej dróżce. Po bokach były drzewa powyginane w rozmaite kształty, na których siedziały kruki, tym razem nie wydając z siebie żadnego dźwięku. Przyglądały mi się swoimi karmazynowymi ślepiami, jakby chciały mi dać do zrozumienia, że jestem w złym miejscu o niewłaściwym czasie. Zignorowałem to, przecież jestem w swojej głowie, mogę robić co chcę! Jednak coś sprowadziło mnie na ziemię. Czułem, że coś tutaj jest, coś ciągle umyka przed moim spojrzeniem. W ciemności, pomiędzy drzewnymi szkieletami. Zacząłem biec. Dotarło do mnie przerażające sapanie, tuż za moimi plecami. Zbytnio się bałem, żeby się odwrócić. Moje serce biło jak oszalałe. Przede mną ujrzałem latarnię. Parę sekund później tuliłem ten metalowy słup, czując, że jego światło mnie obroni.

Uspokoiłem się i rozejrzałem dookoła. Sapanie ustało, lecz było coś gorszego. Widziałem ich. Nieludzkie sylwetki czające się w mroku, ze swoimi ślepymi spojrzeniami. Bały się czegoś, może jasności, może mnie. Nie wiem. Latarnia dała mi światła na tyle, by dojrzeć ich kontury. Teraz, gdy wykonała swoje zadanie, zaczęła przygasać. Myślałem, że to mój koniec, że zaraz obudzę się cały spocony przed komputerem. Modliłem się o to. Gdy uznałem, że cud już nie nadejdzie, to znów rzuciłem się do ucieczki. Tym razem nie słyszałem nic, prócz oczywiście mojego własnego bełkotu połączonego z płaczem. Oni się poruszali bezszelestnie. Nagle ścieżka się skończyła i przede mną była jedynie wielka przepaść. Spojrzałem w dół, lecz panowała tam jedynie ciemność. Usłyszałem echo. Płacze i błagania o litość. Wszystkie dochodziły z głębi, z samego dołu. Miałem dosyć, chciałem się rzucić. Zamiast tego jednak odwróciłem się z zamkniętymi oczami w stronę lasu. Minęła wieczność, zanim zdecydowałem się je otworzyć.

Gdy zebrałem się w sobie, uchyliłem powieki i ujrzałem znajomy biały punkt na czarnym tle, któremu towarzyszył okropny szum. Nagle poczułem ucisk w klatce piersiowej. Coś się poruszyło. Coś było za oknem. Coś sapało. To jeszcze nie koniec. Oni tu byli. Nie mogłem odwrócić wzroku od tego pieprzonego białego punktu. Nie mogłem nawet skinąć palcem. Byli coraz bliżej. Miałem tylko jedną drogę ucieczki. Pozwoliłem by szum mną zawładnął, znowu mnie stąd zabrał. Gdziekolwiek. Wszystko ustało. Świat zamarł. Zapanowała pustka. Ciszę przerwała pieśń jakiegoś grajka. Otworzyłem oczy.

Rozbrzmiewała znajoma mi piosenka, lecz nie byłem w stanie podać jej tytułu. Kto ją gra i śpiewa również pozostawało tajemnicą. Tym razem byłem w wesołym miasteczku. Przed sobą miałem wielki cyrkowy namiot z napisem "Tylko dzisiaj Cyrk Radosnej Rzezi zaprezentuje swoje Wielkie Dzieło!" Odwróciłem się na pięcie i poszedłem w stronę budki z biletami. Pomimo licznych światełek, kolorowych i szalonych kolejek górskich, to miejsce było puste. Nikogo oprócz mnie tutaj nie widziałem, ale nie o taką pustkę mi chodzi. Czułem ciemność i zło, którym to miejsce jest przepełnione. W budce siedział człowiek w białym garniturze. Oczy miał karmazynowe, tak jak kruki. Jego spojrzenie... Było gorsze od wszystkiego, z czym się do tej pory zetknąłem. Zacząłem uciekać. Nawet nie wiem, kiedy znalazłem się znowu na polance.

Nade mną krążyło stado kruków i jeden biały gołąb. Przed sobą widziałem ich. Ucztowali na czyimś ciele. To było moje ciało. Z każdym kawałkiem mięsa wyrwanego od kości czułem, jak ubywa cząstka mnie. Te okropne stworzenia, z pustymi oczodołami, które wciąż ociekały krwią, ze swoimi jęzorami, wylizującymi każdą kroplę krwi i wreszcie ich przerażającą sylwetką, która w żaden sposób nie przypominała nic ludzkiego, to właśnie one mnie niszczyły. Nie wytrzymałem. Krzyknąłem, że się zgadzam! Wtedy wszystkie oczy i puste spojrzenia zostały skierowane we mnie. Widziałem w nich satysfakcję i podniecenie. Były mną już znudzone. Chciały czegoś nowego. Gołąb siadł na mym ramieniu, a ja podszedłem do mojego ciała. Wziąłem je na ręce, a raczej jego szczątki. Stwory tylko czekały, aż im znajdę nową zabawkę. Zamknąłem oczy.

Minęły trzy dni. Nie wychodziłem z domu, nic nie jadłem ani z nikim nie rozmawiałem. Ich zniecierpliwienie jest jedyną rzeczą, którą czuję. Zabrały mi wszystko, oprócz jednego. Oprócz życia. Jednak i to są w stanie mi odebrać, gdy nie dotrzymam umowy i będę dla nich bezużyteczny. Mam teraz dwa wyjścia. Umrzeć lub wskazać kogoś innego.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki