FANDOM


Zosia śpiewa w chórze od czterech lat. Potrafi zapamiętywać każde wydarzenie, szczegół oraz ludzi. Zawsze każdego potrafiła rozpoznać, nawet jak nie widziała tej osoby przez pięć lat. Nienawidzi przemocy, a przy spotkaniu z nią często reagowała histerycznie. Jest człowiekiem bardzo wrażliwym. Raz, prawie strąciła wazon swojej mamy, kiedy były jej urodziny. Pomimo, że nic się jemu nie stało, ona wybuchła płaczem. Nikt tego zrozumieć nie mógł, ani zaradzić.


W parku św. Edyty Stein panowała od dwóch dni dość gęsta mgła. Była ona jeszcze większa nocą. Wówczas, prócz samej bieli nie można było niczego zauważyć. Ludzi z daleka nie było widać, a na średnią odległość wyglądali jakby zanikali. W samym parku znajdował się Kościół św. Michała Archanioła, z którego wychodziła sama Zosia. Nie znosiła mgły, zawsze się jej bała. Nosiła ze sobą plecak, w którym trzymała swoją komżę. Zeszła po schodach prowadzących do kościoła, gdzie szła przez przerażającą jej mgłę. Zimno było radę odczuć na jej ciele.

Nagle, usłyszała szelest krzaków znajdujących się po jej prawej stronie. Od razu obróciła się w tą stronę cała w strachu, ale niczego nie zauważyła. Serce zaczęło jej na tyle mocno i szybko bić, jak donośne stukanie młotkiem w gwoździe. Nie wiedziała do końca co robić. Podejść do tych krzaków, czy iść dalej ścieżką po parku, która była ledwo widoczna. Postanowiła jednak podążać drogą, która prowadziła do samej ulicy. Lecz, nagle zaczęła słyszeć kolejne niepokojące jej odgłosy. Coś, tak jakby chodziło tym samym krokiem. Bała się obrócić do tyłu, a z jej oczu powoli wypływały łzy strachu. Nie mogła, nawet na chwilę zmrużyć wzroku, ponieważ ciągle idąc, patrzyła się przed siebie. Aż stanęła. Jej ciało całe drżało, serce biło jak szalone, jej niepokój był coraz większy. Próbowała szeptem sobie mówić, że to tylko jej myśli przelatujące przed nią. Nic nie dawało. Czuła zimno na sobie. Łzy wciąż ciekły z jej twarzy, aż po chwili znów usłyszała szelest pobliskich jej krzaków. Tym razem były to krzaki przed nią.

Zaczęła powoli się cofać do tyłu. Ściskała swoją prawą dłoń, zaś lewą rękę przyłożyła do brwi i oglądała się na boki, czy widać jakiegoś człowieka. Niczego nie zauważyła. Aż nagle, uderzyła o coś swoimi plecami. Od razu obróciła się. Sądziła, że dotyka drzewa, lecz myliła się. Widziała dwie przypominające rury od barierek, które są zamocowane, by dzieci mogły się po nich wspinać. Zaskoczyło ją tylko, że są takie szerokie i grube. Spojrzała oczami ku niebu. Zobaczyła coś dużego przypominającego człowieka tyle, że takiego wielkiego.

To nie były rury, które przez chwilę dotykała, tylko mięśnie u kolan. Był to mężczyzna mający dość długie nogi, gdzie się kończyły na gałęziach drzewa, tak samo było z rękami. Ubrany w czarny garnitur z czerwonym, krawatem. Najbardziej zadziwiło Zosię, że nie miał on twarzy. Całą głowę miał białą, a coraz dłuższe się patrzenie w nią wbrew jej woli przyciągało ją oraz powodowało zawroty głowy. Zaczęła się cofać do tyłu, starając nie patrzeć się w jego głowę. Lecz nazbyt się to udawało. Mężczyzna zaczął wyciągać rękę w stronę Zosi. Ona zaś, cała w przerażeniu odwróciła się i zaczęła uciekać ile sił w nogach, krzycząc, wołając mamę, ludzi na pomoc. Nie oglądała się za sobą. Ciągle słyszała kroki za sobą, szelesty traw, krzaków, a nawet gałęzi znajdujących się na drzewach.

W pewnym momencie, usłyszała dźwięk przypominający poślizg opony w samochodzie. Pierwsze, co przychodziło jej do głowy było to, że w pobliżu musi być ulica. Nie myliła się. Widziała ledwo światła znajdujące się na ulicy. Czuła przez chwilę ulgę, ale nie na długo. Wciąż słyszała tego mężczyznę za sobą, chodzącego za nią, szelesty ciągłe z krzaków, gałęzi, a nawet spadających liści. Udało jej się wyjść z parku. Wciąż biegła i się nie zatrzymywała. Aż nagle, z lewej strony ulicy wyjechał samochód, który potrącił Zosię, kiedy ta przebiegała przez ulicę.

Dziewczynkę odrzuciło na taką odległość, aż z jej nóg wypadły buty, w których biegła. Opadła na jezdnię. Auto, które ją potrąciło, jechało dalej. Ani drgnęła. Krew zaczęła wypływać na ulicę, jej kurtka po części się rozdarła, tak samo jak spodnie, tylko o dziwo plecak był w dobrym stanie, a na dodatek wciąż trzymał się na jej plecach. Zosia powoli odchodziła z tego świata. Zaczął padać deszcz. Cały spadał na nią, aż krew rozpływała się z jej ciała. Musiał być smutkiem niebios, że ulewa spadała głównie na Zosię. Tak, trzynastoletnia dziewczynka skończyła swój żywot na tym świecie.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki