FANDOM


To nie był zwyczajny dzień w pracy. Deadline zawsze zaskakuje człowieka jak hiszpańska inkwizycja. Tekst do korekty wysłany, opieprz od naczelnego zebrany, pozostaje spakować toboły i fajrant. Zbliżała się północ, nie miałem ochoty tłuc się komunikacją miejską po nocy i natrafić na jakichś podejrzanych typów czy podchmielonych poszukiwaczy kierowników, a na dodatek tego dnia odbywały się jakieś derby a ja nigdy nie miałem szczęścia w grach losowych i na pewno źle wytypowałbym drużynę w BójkoLotku. Coś mi się od życia należy, niech będzie taksówka. Mam tylko nadzieję, że kierowca nie będzie gadatliwy.

Oczywiście, przez całą drogę byłem zmuszony wysłuchiwać narzekania złotówy na Tuska, młodzież oraz sensacyjne historie, które przeżyła jego żona u lekarza, notabene, zdiagnozowana na choroby weneryczne. Moje półprzytomne chrapnięcia nie zniechęcały taksówkarza do kontynuowania swoich opowieści. Dawno tak nie ucieszyłem się z widoku mojego starego, poczciwego, rozpadającego się bloku z wielkiej płyty i nie zostawiając napiwku ruszyłem w stronę mojej klatki. Kodem otworzyłem drzwi i wspiąwszy się na piętro przywołałem windę.

Prawda, ostatnie kilka dni spędziłem w biurze, sypiając w pokoju rekreacyjnym, ale nie wiedziałem, że windę można w takim czasie wymienić. Widać nie doceniałem naszych polskich fachowców. Łaskawie zaakceptowałem większą ilość miejsca w kabinie i wcisnąłem guzik oznaczony cyfrą „9”. 

No nie, wymianę windy bym zrozumiał, ale w kompletną zmianę rozkładu ścian i drzwi. Wniosek jest prosty, pomyliłem bloki albo mając szczęście tylko klatkę. Zmęczenie robi swoje a drzwi na dole pewnie po prostu były otwarte cały czas i wpisany kod nie miał żadnego znaczenia. Wsiadłem ponownie do windy i zjechałem na parter. Serce mi przyspieszyło, gdy drzwi nie chciały się otworzyć, ale staremu budownictwu należy wybaczyć, wjechałem na pierwsze piętro i tam opuściłem kabinę z zamiarem pokonania kilkunastu schodów na dół już samodzielnie. Rozbudziłem się gdy uderzył we mnie absurd braku klatki schodowej. Spanikowałem zorientowawszy się, że drzwi od windy są zatrzaśnięte i ani drgną. Perspektywa skoku z okna nie wyglądała zachęcająco, więc chcąc nie chcąc byłem zmuszony poprosić o pomoc któregoś z mieszkających na piętrze lokatorów licząc, że wybaczą późną porę i zrozumieją sytuację. Na pewno takie rzeczy zdarzają się tu regularnie.

W lewym skrzydle po zapukaniu odpowiedziała mi cisza. Zanim stuknąłem w kolejne drzwi zauważyłem, że są leciutko uchylone, nieśmiało więc zajrzałem do środka. Moje oczy przywitał obraz wąskiego korytarzyka z lekko zwiędniętymi paprotkami zawieszonymi pod sufitem i zdechłym gryzoniem leżącym w kącie. Nie dojrzałem końca korytarza więc zacząłem się powolutku poruszać do przodu uważając, by nie nadepnąć myszy. Ku mojemu zaskoczeniu nie było wyjścia po przeciwległej stronie a napotkałem jedynie metalowe drzwi po mojej lewej. Nacisnąłem klamkę i poczułem nieprzyjemny zapach niemytego ciała i alkoholu. Istotnie, w rogu pomieszczenia drzemał jakiś menel, jego brudną, zarośniętą twarz oświecał słaby płomień cmentarnego znicza. Jako, że nie było innego źródła świata zwinąłem dziadowi świeczkę i zorientowałem się, że znalazłem się na klatce schodowej. Naprawdę dziwne budownictwo.

Nie zaskoczył mnie już fakt, że jedyne schody prowadziły na górę, nie zwlekając więc dłużej wgramoliłem się na następne piętro. Po pokonaniu setki, lub więcej stopni zacząłem kląć pod nosem. Nagle z dołu dopadł mnie przerażający wrzask, prawdopodobnie pijak zorientował się, że ktoś go okradł, zacząłem więc wbiegać ostatkami sił aż po blisko minucie dotarłem do wyjścia. W nozdrza uderzył smród zgnilizny i wilgoci, tynk odłaził ze ścian a na korytarzu leżały połamane meble. Słysząc zbliżające się kroki z dołu dopadłem do najbliższego mieszkania i wdarłem się do niego zatrzaskując za sobą drzwi. Głośno przeprosiłem za najście i wsłuchałem się w ciszę wyczekując odpowiedzi. Syk? Wzdychnięcie? Jęk? Ostrożnie ruszyłem w stronę z której dochodziły odgłosy i uchyliwszy kolorowe, plastikowe paski jakie często widuje się na wsi we framudze zobaczyłem postać leżącą na wersalce odwróconą do mnie plecami. Poczułem paraliżujący strach, wszystkie włosy na ciele zjeżyły mi się a zwieracze nie wytrzymały. Smród zgnilizny powrócił i zaatakował ze zdwojoną siłą. Nie kontrolując własnego ciała podszedłem jeszcze bliżej. Bliżej. Bliżej. Wyciągnąłem rękę. Złapałem wątłe ciało za ramię. Głowa niespodziewanie odwróciła się i kilkanaście par oczu osadzonych na zdeformowanej twarzy zaczęło się we mnie agresywnie wpatrywać wwiercając się w głąb mojej świadomości, adrenalina zburzyła barierę paraliżującego strachu i panika pognała mnie przed siebie. Monstrum zaczęło za mną pełznąć. Okno. Nie otworzyłem go. Tysiące małych odłamków wbiło mi się w twarz i ramię. Poczułem krople ciepła rozpływające się ku uszom. Odwróciłem się by nie oglądać zbliżającej się śmierci. Mijając piętra mój mózg zaprzątnęła ostatnia myśl zanim rozbiłem się o asfalt.

To był mój blok.


Źródło : paranormalne.pl

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki