FANDOM


Traktowałam to, jak zwykły obowiązek. "Po prostu im powiem" myślałam. "Poudaję, że współczuję. I pójdę. Nic więcej." No więc poszłam. Zapukałam do drzwi. Otworzyły się. Stanęłam twarzą w twarz ze szczęśliwą, zarumienioną, niczego nieświadomą dziewczyną. Mogła mieć co najwyżej 17 lat. Spojrzała na mnie lekko zaskoczona. Pamiętam każde słowo, które padło w naszej rozmowie. Każde spojrzenie, łzę, jęk.

- Co się stało? - spytała, gdy pokazałam odznakę.

- Komisarz Alyssa Wade - wyrecytowałam. - Pani to Caroline Marshall? - skinęła powoli głową. Nagle podeszła do nas roześmiana mama z małą dziewczynką na rękach.

- Caroline, co się dzieje? - zasepleniła. Postanowiłam zabrać głos.

- Mam złe wieści - uśmiech odpłynął z twarzy kobiety. Zapadła cisza.

- NIE!!! Błagam!! Niech pani powie, że to nieprawda!!! - ryknęła. Caroline zbladła natychmiast, gdy pojęła o co chodzi. Z jej oczu trysnęły łzy. Zaczęła osuwać się na ziemię. W porę ją złapałam. Wtedy do holu przybiegły inne dziewczyny. Była ich piątka.

- Co się... - zaczęła jedna z nich, lecz urwała. W jej oczach pojawił się głęboki, silny ból. Był tak wielki, iż poczułam, że sama go doświadczam.

- Zrobił to, prawda?! Roger to zrobił?!!! - wykrzyknęła do mnie.

- Tak - tego jeszcze nie doświadczyłam. Osiem par oczu wpatrywało się we mnie. Niektóre były jak spodki, inne pełne bólu, ale ostatnia para była najokropniejsza. W tych czarnych jak noc oczach było widać samą pustkę. Żadnej łzy. Żadnego śladu rozpaczy czy bólu. Po prostu obojętność. Przeszył mnie dreszcz. Poczułam tak silny ból, sama nie wiem gdzie, wydawało mi się, że w całym ciele, duszy. Musiałam podeprzeć się o ścianę. Lecz mimo to, sama nie wiem dlaczego, ciągnęłam bezlitośnie. Z premedytacją. Wiedziałam, że moje słowa ranią. Jednak nie mogłam się powstrzymać.

- Tak. Roger Marshall zginął w wywołanym przez siebie, największym w historii, wybuchu - a potem nie czułam już nic. Słyszałam tylko łkania i jęki. Tylko jedna osoba nie płakała. Po prostu wyszła na dwór, wsiadła na różowy rower i odjechała, zostawiając za sobą wszechogarniającą pustkę. Poszłam w jej ślady. Wstrząśnięta, zachowywałam się jak robot. Zamknęłam za sobą drzwi i skierowałam się w stronę radiowozu. Chciałam stamtąd jak najszybciej uciec. Lecz nie było mi to dane. Przez chwilę zastanawiałam się gdzie pojadę. Na komisariat nie dam rady. Może do domu? Ostatnio bywałam tam bardzo rzadko. Cztery godziny dziennie. Mikie się ucieszy, gdy mnie zobaczy. Zatem postanowione.

Noc byłą spokojna. Podejrzanie cicha. W tle ryczał tylko silnik mojego auta.

- O Boże! - wykrzyknęłam, gdy zza zakrętu wyłonił się znajomy rowerek. Malutki, różowy, z frędzelkami, bardzo dziewczęcy. Tyle, że bez właścicielki. I pedałów. A jednak jadący. Bardzo szybko. Prosto na mnie. Pod koła. Gwałtownie szarpnęłam kierownicą. Nic się nie stało. Po prostu się zacięła. Zaklęłam w duchu. Próbowałam otworzyć drzwiczki, ale były zamknięte. A rowerek pędził dalej. Nagle ujrzałam, jakieś sto metrów ode mnie ostrzegawczą barierkę. Wiedziałam co za nią jest. Urwisko. Przepaść. Około czterystu metrów w dół. Na ostre skały i odłamki skalne. Musiałam coś zrobić. Spojrzałam w lusterko. Nie zobaczyłam nic, bo wszystkie szyby nagle pokryły się krwią. "Więc nie zobaczę nawet własnej śmierci. Bomba." pomyślałam. Krzyknęłam. Na przedniej szybie pojawił się ślad dłoni dziecka. A później poczułam szarpnięcie. Spadałam. W locie samochód obrócił się do góry nogami. Krew napłynęła mi do głowy. Zobaczyłam coś na fotelu obok. Przyjrzałam się lepiej. Ludzka głowa.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki