FANDOM


Zaczęło się, kiedy z kolegami zwiedzaliśmy okolice stawów w naszej wsi w poszukiwaniu miejsca na zjedzenie przysmaków. Było nas pięciu, kiedy znaleźliśmy prywatny lasek któregoś z hodowców truskawek. Dęby, sosny i tuje idealnie okrywały teren pod koronami, aby przysiąść między fioletowymi i białymi naparstnicami, kiedy zaczęliśmy się dobierać do jedzenia, kiedy ktoś słusznie zauważył, że dalej w głębi lasku znajduje się sprytnie skryta altanka. Oczywiście chęć wygody w czasie wolnym zabrała nas wprost w tamtym kierunku, jeden z nas słusznie zauważył, że w środku znajduje się ozdobny posąg anioła, dookoła którego znajdywały się ławeczki. Sama altanka była zbudowana z granitowych i dębowych słupów i płyt, co dało nam myśl, że to może być prywatna kaplica. Mimo wszystko nie uszanowaliśmy tych obserwacji i zaczęliśmy rozmawiać, śmiać i upajać się latem w chłodnym cieniu.

Po chwili wstałem i poszedłem za drzewa w potrzebie, a kiedy wróciłem poślizgnąłem się w kałuży wylanego napoju na granitowej podłodze, kiedy próbowałem wstać, próbowałem podeprzeć się o posąg, ale zamiast wstać, przesunąłem posąg pół metra w tył i wpadłem do otworu, który znajdował się pod nim. Przed złamaniem szyi przez spadek głową 4 metry w dół nieznanej krypty uratowało mnie złapanie się o szorstką podstawę posągu i pomoc przyjaciół. Chwilę nam zajęła inspekcja ukrytej dziury w ziemi, aż zacząłem nalegać, że zejdziemy po wystających ze ściany kołkach, żeby, sprawdzić co tam jest. Zawsze byłem tym ciekawskim. Na dole znaleźliśmy mały ołtarz, na którym stała mała, owalna waza, chwyciłem ją do ręki i natychmiast usłyszeliśmy szum. Pod kratami w podłodze zaczęła nalewać się brudna woda, zaczęliśmy panikować, kiedy dostała się do naszych stóp. Próbowaliśmy uciec, ale wyjście zostało nam odcięte grubą szybą. Woda po kolana, musieliśmy myśleć, pierwszy pomysł to rozbić szybę, nie takie proste jak się wydaję, po kilku próbach chwyciłem wazę i rzuciłem nią w szybę, nic się nie stało oprócz tego, że naczynie trochę pękło i się u szczerbiło, więc rzuciłem drugi raz, a waza zniszczyła się na kilkanaście kawałków, poddany zacząłem płakać. Ostatkiem sił mentalnych i fizycznych chwyciłem średniej wielkości kawałek porcelany i rzuciłem nim w szybę, przy czym zaciąłem sobie rękę i palce, i cud, szkło pękło i rozsypało się, woda już pod pierś utrudniała zbliżenie się do kołków, by wspiąć się i wybić odłamki szklanej bariery. Wszyscy w pośpiechu uciekliśmy z pułapki i zasunęliśmy wyjście. Zaczęło się ściemniać więc musieliśmy się śpieszyć z otrząśnięciem się z tego, co się właśnie stało. Szczerze to wolałbym umrzeć tamtego dnia niż żyć do dzisiaj.

Minął miesiąc, a nikt nie pisnął słówka o tym, co było tamtego dnia. Był 24 sierpnia, Jednego z nas nie było w szkole, dokładniej Zenka. Zenek był najstarszą osobą z nas pięciu, pytałem się reszty co z nim jest, ale nikt nic nie wiedział, a po kilku godzinach lekcji i wolnej chwili w domu, dzień jak co dzień minął. Następnego dnia przed szkołą zaniepokoiła mnie cisza i mała ilość osób na podwórzu szkolnym. Przysiadłem się do kolegów na ławce pod drzewem i zapytałem się o sytuację i otrzymałem jedno zdanie jako odpowiedź.

„Zenek nie żyję”.

Zszokowany próbowałem dostać więcej informacji. Dowiedziałem się, iż został zaszlachtowany… jak świnia, we własnym łóżku z rana. Nikt nic więcej nie wiedział. Aż do jego pogrzebu, po którym w wiadomościach ogłoszono, że na miejscu nie znaleziono żadnych śladów włamania ani samej obecności kogokolwiek w pokoju.

I tak zaczęło się odliczanie. Co 24 dzień miesiąca ktoś z moich kolegów umierał zaszlachtowany tuż po obudzeniu, Najpierw Zenek, potem Tomek, Adam, Jarek... Policja przeszukiwała, przesłuchiwała każdego, z kim mieli jakiekolwiek relacje, Ale nie mogli do niczego dojść. Miałem myśli samobójcze, ale jestem słabym człowiekiem, boję się śmierci, więc pogodziłem się, że umrę tego dnia. W końcu nadszedł 23 grudnia, Nie poszedłem do szkoły i spędziłem cały dzień w łóżku, po godzinach lekcyjnych do moich drzwi przyszedł nauczyciel fizyki mieszkający obok, aby zapytać się, czy wszystko dobrze, odprawiłem go mówiąc, że chory jestem i głowa mnie boli a poza tym wszystko w porządku. O godzinie 19 zabrałem klucz do barku ojca i skradłem kilka butelek taniej wódki, a następnie spiłem się w trupa, zasypiając u siebie w łóżku.

Obudziłem się rano z masywnym bólem głowy, powstrzymującym mnie przed otwarciem oczu leżałem przez chwilę w zwiniętej pozycji. Ledwo przytomny zapomniałem na moment o całej sytuacji i usiadłem na kraju łóżka. W końcu otworzyłem oczy i spojrzałem przed siebie, na drugim końcu pokoju stała… nie, lewitowała jakaś istota wysoka na co najmniej 3 metry z głową pod sufitem, nie mogłem więcej zobaczyć, bo natychmiast schowałem głowę w kolana, widziałem tylko bezwładne stopy figury wiszące w powietrzu, nosiła czarne buty damskie. Nie ruszyła się nawet o cal od godziny, Więc w tym czasie zdążyłem się lekko opanować, zebrałem w sobie siłę, aby wstać, ale trzymałem głowę nisko tak, aby tylko widzieć stopy istoty kątem oka. Stałem tak przez 10 minut i zdecydowałem, że podejdę do szafy i ubrałem się powoli i spokojnie, następnie wyszedłem z pokoju, zamykając za sobą drzwi na klucz. Uznałem, że w ten sposób jestem bezpieczny na obecną chwilę, włożyłem buty na werandzie i wyszedłem z domu, kiedy odwróciłem się, by zamknąć drzwi, to tam było, dalej się we mnie wpatrując, Nie zastanawiając się, jak to coś przedostało się przez zamknięte drzwi, zatrzasnąłem te frontowe i uciekłem po schodach w stronę drogi. Odwróciłem się, a to cholerstwo dalej tam było, z zaskoczenia zamarłem w bezruchu, wpatrując się w klatkę tej istoty. Przyjrzałem się dokładnie, stworzenie wyglądało jak kobieta o długich, blond włosach, ubrana w czarną suknię, wisiała ode mnie 5 metrów dalej, kiedy ruszyłem się w tył, to zrobiło to samo, tak jakby było zablokowane i nie mogło się ode mnie oddalić. Problem zaczął się, kiedy spojrzałem na twarz tego czegoś, była to twarz zwykłej kobiety, ale miała oczy zakryte jakąś białą chustą, w momencie, kiedy spojrzałem szczęka istoty opadła, a samo stworzenie zaczęło się do mnie niebezpiecznie zbliżać, nie oglądając się, rzuciłem się w bieg, kreatura zbliżała się do mnie, aż straciłem dech, wtedy zwolniła i tylko czułem, jak się wpatrywała we mnie łapiącego oddech, w końcu zrezygnowałem i uznałem, że nie warto.

To coś było już dwa metry ode mnie, jeden metr, zamknąłem oczy…

I nic… Znikło, tak jakby nigdy tam nie było, zostawiło mnie samego ze smutkiem i poczuciem winy tego, że to przeze mnie wszyscy nie żyją.

Dzisiaj myślałem co ze sobą zrobić, ale się boję,

Jak dobrze, że w poniedziałki rano jest duży ruch drogowy.


USZEEN (Dyskusja)

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki